Lekki i przyjemny film, który może być odskocznią od Kevina w święta czy przesłodzona komedyjka romantyczna ze Stuhrem i Adamczykiem w rolach głównych? Czy może być filmem familijnym, który zagości na naszych ekranach w świąteczny wieczór na kolejne 20 lat?!
Krótki opis fabuły:
W Wigilijny wieczór losy naszych bohaterów w jakiś sposób łączą się co tworzy kolejno: z pozoru sztywną kolację z podopieczną domu dziecka, próbę ratowania związku małżeńskiego, romantyczny wieczór z panią Mikołajką, zabawę w Mikołaja oraz rodzinną wigilię.
Cud, miód i orzeszki
Do aranżacji wnętrz, kostiumów, a także ścieżki dźwiękowej nie mam żadnych zastrzeżeń. Pod każdym względem współgrają ze sobą i tworzą magiczną aurę świąt Bożego Narodzenia. Są niczym wisienka na torcie. Ale nie zapominajmy o aktorach. Powtarzających się "pewniaków" w każdej polskiej komedii. Powtarzający się niczym deszcz w Irlandii, Tomasz Karolak, Paweł Małaszyński, Piotr Adamczyk i Maciej Stuhr (Nie uważacie, że brakuje jeszcze Żebrowskiego? ) sprawdzają się w swoich rolach. I mimo tego, że czujemy już przesyt ich obecnością w większości nowych filmów, to niewątpliwie bez nich film nie byłby już taki sam.
Familijny ponad miarę?
W filmie występują dzieci i ich rodzice, charakterystyczne dla buntowniczego wieku przekomarzanki, monotonność w życiu rodziców i próba ratowania rodziny. Czy film nie jest zbyt rodzinny? Myślę, że nie. Twórcy znaleźli złoty środek i wszystkie rodzinne wpadki i sytuacje umieścili w scenariuszu tak, że tworzy to fabułę zgodną z rzeczywistością.
Mało tego, sama obecność Lecha Ordona (ojciec Szczepana) i zabawne sytuacje z nim związane powodują, że na sercu robi się lżej. Bo kto niby nie chciałby mieć takiego dziadka?
Zły święty Mikołaj, chłodna królowa Margo i magiczna moc dzieci
Karolak jako zły święty Mikołaj sprawdził się w tej roli znakomicie. Uganianie się za małym złodziejem dodało mu jeszcze trochę charakterystycznego dla amerykańskich filmów znienawidzenia świąt i małych dzieci. Jednak ostatecznie oswaja się trochę i wraz z Kacprem (młodym, gniewnym) i psem Baltazarem tworzą trio Trzech Królów.
Z kolei zimna i oschła niczym królowa śniegu Małgorzata zaskoczona przez męża niespodziewanym gościem, daje się porwać magii polskich kolęd właśnie przez małą wychowankę domu dziecka- Tosię.
Podsumowując:
Film jest naprawdę ciepły, rodzinny, ale nie nadto romantyczny. Z początku podchodziłam do niego sceptycznie, jednak obejrzałam i nie żałuję. Na pewno jest to ciekawsza propozycja na święta niż Kevin, lecz jeśli będzie emitowana przez kolejne 20 lat... nie, nie myślmy o tym. Cieszmy się ostatnimi chwilami Świąt! Chyba nie będę oryginalna, jeśli życzę Wam teraz Wesołych Świąt. Wobec tego życzę Wam spokojnego wieczoru!
Eliza K.
☆☆☆ - warto zobaczyć



